Blue Flower

Andrzej W. Kaczorowski opisuje dzieje arcybiskupa Antoniego Baraniaka, jednego z najbardziej zasłużonych duchownych w czasach PRL. Artykuł publikowany był pierwotnie w czasopiśmie "Krynickie Zdroje" (nr 2/3 z 2018 roku).


Wśród wielkich ludzi Kościoła w Polsce, którzy zapisali się w dziejach Krynicy, abp Antoni Baraniak (1904-1977) zajmuje miejsce szczególne. Był wielkim miłośnikiem krynickiego uzdrowiska, do którego przyjeżdżał na leczenie i wypoczynek kilkadziesiąt razy, nierzadko spędzając tutaj po parę miesięcy w roku. Wyjątkowy charakter miał jednak jego najdłuższy pobyt – od 3 kwietnia do 31 października 1956 r. – kiedy zwolniony z więzienia ze względu na stan zdrowia był przez władze komunistyczne internowany w Domu św. Elżbiety przy ul. Pułaskiego.

Sekretarz dwóch prymasów

Pochodził z Wielkopolski, wcześnie wstąpił do Towarzystwa Salezjańskiego, w 1931 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Gruntownie wykształcony w Rzymie (dr teologii i dr prawa kanonicznego), znający biegle kilka języków, w 1933 r. został sekretarzem Prymasa Polski kard. Augusta Hlonda, u którego boku odbył tułaczkę wojenną. Po wojnie był jego kapelanem i kierownikiem Sekretariatu Prymasa najpierw w Poznaniu, a następnie w Warszawie. Od 1948 r. to samo stanowisko sprawował także u nowego arcybiskupa gnieźnieńskiego i warszawskiego Stefana Wyszyńskiego. W 1951 r. został sufraganem gnieźnieńskim i dyrektorem Sekretariatu Prymasa Polski.

Biskup niezłomny

W latach stalinizmu i największych prześladowań Kościoła w PRL bp Antoni Baraniak zachował niezłomną postawę. Uwięziono go podobnie jak Prymasa w nocy 25/ 26 września 1953 r., a następnie osadzono w osławionym więzieniu na warszawskim Mokotowie, gdzie przeszedł okrutne śledztwo z torturami fizycznymi i psychicznymi włącznie. Zniósł 145 przesłuchań, podawanie zastrzyków, zatruwanie organizmu, pobyt w celi z fekaliami, kilkudobowe trzymanie nago w wilgotnej i nieogrzewanej celi, zakaz korespondencji, widzeń i praktyk kapłańskich. Pozostał bezgranicznie lojalny wobec Prymasa, wierny Bogu i Kościołowi, dzięki czemu komunistycznym oprawcom nie udało się spreparować procesu przeciwko kard. Wyszyńskiemu.

Więzienie zrujnowało zdrowie bpa Baraniaka, ale nie złamało jego ducha. Śledztwo nie przyniosło oczekiwanych rezultatów, a stan maltretowanego pogarszał się mimo długotrwałego leczenia szpitalnego. Interwencje w sprawie uwolnienia biskupa ponawiał Episkopat Polski, władze zaś zapewne wołały nie ponosić odpowiedzialności za jego zgon w więziennym pawilonie przy ul. Rakowieckiej. 29 grudnia 1955 r. uchylono więc, po ponad dwóch latach (!), areszt tymczasowy, ale po zwolnieniu wskazano jako miejsce przymusowego pobytu – z zakazem prowadzenia działalności publicznej – dom salezjański w Marszałkach koło Ostrzeszowa; jeszcze tego samego dnia został tam przewieziony.

Po ratunek do Krynicy

Po wizycie w Marszałkach sekretarz Episkopatu bp Zygmunt Choromański od razu podjął starania u władz o pozwolenie na przeniesienie się bpa Baraniaka – z uwagi na konieczność ratowania zdrowia w lepszych warunkach – do domu sióstr elżbietanek w Krynicy Zdroju. Zaświadczenie lekarskie zalecało m.in. stosowanie wód uzdrowiskowych, „jak np. Kryniczanka, Zuber, itd.”, sugerując, że „kurację tę można przeprowadzić w uzdrowisku Krynicy”. Władze nadspodziewanie szybko wyraziły zgodę na wyjazd. 24 stycznia 1956 r. bp Baraniak wysłał list do krynickich elżbietanek, a s. Filomena odpisała, że „około 12 lutego będzie wolny odpowiedni pokój i zarezerwowany dla Waszej Ekscelencji”, zapraszając do spokojnej Krynicy, „bo zima jest cudna dotąd”.

Niestety, 3 lutego Urząd do Spraw Wyznań cofnął biskupowi zezwolenie na wyjazd, ponieważ „nie zachował on warunków pobytu w Marszałkach i jeździł po całym województwie”; w istocie raz tylko pojechał do fryzjera w Ostrzeszowie (12 km). Bp Baraniak zwrócił się do sekretarza Episkopatu o interwencję u władz w sprawie jego kuracji w Krynicy: „Wiem już z doświadczenia (leczyłem się tam już parę razy), że ta miejscowość jest dla mnie najbardziej wskazana. Miałbym tam opiekę lekarzy odpowiednich, którzy dobrze znają niedomagania mego organizmu, jak również pensjonat SS. Elżbietanek, z kaplicą na miejscu, z troskliwą obsługą, której tak bardzo potrzebuje moje podupadłe zdrowie”. Interwencja okazała się skuteczna, władze zezwoliły na 3-miesięczny pobyt bpa Baraniaka w Krynicy, który przybył do Domu św. Elżbiety 3 kwietnia 1956 r.

I Krynicę, i pensjonat sióstr dobrze znał. Wiadomo, że już jako biskup towarzyszył tutaj w trzech pierwszych krynickich urlopach Prymasowi Wyszyńskiemu – w 1951 i 1952 r. Zapewne „perłę polskich zdrojów” poznał jednak znacznie wcześniej. Co ciekawe, także Prymas Hlond lubił wypoczywać nad Kryniczanką –  przed II wojną światową gościł tutaj co najmniej kilkakrotnie, ale brak danych, czy zabierał ze sobą swego sekretarza.

Kurowanie zdrowia, czekanie na wolność

Wkrótce po przyjeździe bpa Baraniaka zbadał dr Jan Janiga, który potwierdził wcześniejszą diagnozę lekarską: „Duży ubytek wagi wpływa ujemnie na system nerwowy. (…) wytworzyła się pewna atonia kiszek, jest duża niedrożność przewodów żółciowych”. Doktor zastosował dietę wątrobianą i lekarstwa pobudzające trawienie. „Ponieważ Zdrój jest zamknięty, więc dopiero w maju będą zastosowane krótkofalówki przeciw zrostom pooperacyjnym i kąpiele kwasowęglowe”. Pacjent wyrażał nadzieję, że zarówno pobyt w krynickiej atmosferze, jak i kuracja „wpłyną dodatnio na powrót do jakiego takiego zdrowia i sił”, a horoskopy są „dosyć dobre”.

Biskup liczył także, że wobec postępującej odwilży politycznej w kraju „akt zezwolenia na kurację będzie wstępem do odzyskania elementarnych praw ludzkich, szczególnie prawa swobodnego poruszania się, nawet gdybyśmy mieli nadal być pozbawieni możności powrotu do miejsca własnego zamieszkania”. Zamierzał przede wszystkim odwiedzić internowanego w Komańczy Prymasa oraz innych biskupów, swoje rodzinne strony oraz udzielić święceń kapłańskich salezjanom w Oświęcimiu. Sekretarz Episkopatu studził te oczekiwania, zalecając jedynie dwie rzeczy: kurowanie zdrowia i czekanie na bardziej pomyślny rozwój sytuacji. Do tego też sprowadzał się program całego krynickiego pobytu bpa Baraniaka. Także Prymas radził swemu najbliższemu współpracownikowi, by pozostał w Krynicy „możliwie jak najdłużej”.

Tymczasem 17 maja 1956 r. bp Baraniak otrzymał pismo Naczelnej Prokuratury Wojskowej z zawiadomieniem o umorzeniu śledztwa przeciwko niemu; oskarżenie o działalność antypaństwową upadło. Poinformował o tym zaraz Prymasa i sekretarza Episkopatu, uważając, że jego sytuacja prawna uległa zasadniczej zmianie i daje teraz podstawę do zniesienia wszystkich ograniczeń i uciążliwości związanych z internowaniem. Władze PRL nie były jednak do tego skłonne, a Prymas ponownie prosił, by ze względu na kurację zdrowotną „Ks. Biskup z Krynicy się nie wyrywał i pozostał tam jak najdłużej”. Bezskuteczne okazały się również starania bpa Baraniaka o uzyskanie przepustki do Komańczy.

„Dobry przyjaciel”

Funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa z pomocą swoich agentów wywodzących się głównie z szeregów duchowieństwa prowadzili bieżącą obserwację jego życia. Najwięcej doniesień przekazywał „Żagielowski” – ks. prałat Władysław Kulczycki (1896-1968) z Krakowa, „dobry przyjaciel” biskupa oraz Prymasa, który często zaglądał do krynickiego pensjonatu elżbietanek. Informował on UB m.in. o spacerach i wycieczkach górskich bpa Baraniaka w towarzystwie Janusza Kucharskiego, ucznia klasy XI gimnazjum w Krynicy. „Znał się on z ks. biskupem Baraniakiem jeszcze przed wojną, jako młody chłopak służył mu zawsze do mszy św., a teraz przychodzi tam do SS. Elżbietanek i tam mu służy do mszy św. codziennie o godz. 6.30. Mieszka tuż obok pensjonatu SS. Elżbietanek we willi „Przystań” i bardzo często odwiedza ks. Baraniaka w ciągu dnia”. W sierpniu 1956 r. biskup wraz ze swym ministrantem przeszedł „szczytem gór na Jaworzynę do Żegiestowa” oraz do Rytra. „Z matką Janusza i ojcem, bratem Zbyszkiem i Hanką (6 lat) zna się od dawna i tylko się z nimi kontaktuje. Poza tym unika łączności ze wszystkimi. Matka Janusza ma willę „Przystań”, która jest jej własnością, ale została im zabrana przez władze miejskie Krynicy, także mieszka kątem w jednym małym pokoiku na parterze we własnym domu. O to się ciągle procesuje z władzami tamtejszymi, które jej nawet w różny sposób, np. podatkami, bardzo dokuczają”.

Wiedząc o kontrolowaniu korespondencji przez UB, bp Baraniak próbował przekazywać swe listy do Prymasa „przez Kraków”, co okazało się fatalną pomyłką, ponieważ osoba pośrednicząca w tym korespondencyjnym kontakcie była po prostu ubeckim agentem, a przewożone przez nią listy zanim dotarły do rąk adresatów, trafiały najpierw do funkcjonariuszy UB w Krakowie.

Niewygodny świadek

W trakcie inwigilacji internowanego w Krynicy biskupa władze bezpieczeństwa interesowały się zwłaszcza stanem jego zdrowia. Kuracja dawała początkowo pewne rezultaty i bp Baraniak występował do Episkopatu o uzyskanie zgody władz na przedłużenie mu pobytu w uzdrowisku, kolejno na lipiec, sierpień, a potem na jeszcze dwa miesiące. Niestety, skutki maltretowania w więzieniu były trudne do wyleczenia. „Żagielowski” meldował, że miał „dnie, gdzie nie może nic jeść” i „spać nie może, jest bardzo poważna obawa, że ta cała choroba się może skończyć katastrofą (…) a do tego dołączy się jeszcze stan nerwowy z powodu obecnego swego stanu izolowania”. Zaświadczenie lekarskie z 21 sierpnia 1956 r., podpisane przez dra Jana Janigę z „Lwigrodu” i dra Włodzimierza Pasiekę („Pod Koroną”), stwierdzało u badanego biskupa „przewlekłe zapalenie woreczka żółciowego, chorobę Glenarda, hypotonię przy stanie ogólnego wycieńczenia, oraz psychonerwicę lękowo-depresyjną utrudniającą leczenie w/w chorób organicznych”; „stan chorego wymaga dłuższego leczenia uzdrowiskowego przez okres jeszcze 2-3 miesięcy, a następnie wymaga sanacji warunków bytu”.  „Czy naprawdę medycyna krynicka nic nie może poradzić na to, by Ks. Biskup lepiej wyglądał?” – pisał z Komańczy zaniepokojony Prymas.

Dla aparatu represji biskup był niezwykle niewygodnym świadkiem jako ofiara przestępczych praktyk w więziennym śledztwie, dlatego interesowano się także, co mówił o  pobycie w więzieniu mokotowskim. W sprawie swoich dramatycznych przeżyć zachowywał jednak do końca życia wielką powściągliwość, nawet wobec osób zaufanych. „Żagielowski” usłyszał, że „gdyby nie to, że go wzięto do szpitala na operację ślepej kiszki i miał trochę inne odżywienie, to by nerwowo nie wytrzymał i musiałby skończyć w domu wariatów”.

Po uzyskaniu aprobaty Prymasa 10 września 1956 r. bp Baraniak wystosował pismo do Prokuratora Generalnego PRL o „uprzejmą interwencję” w przyspieszeniu przywrócenia mu pełni praw obywatelskich, których częściowo został pozbawiony. Odpowiedź nie nadchodziła, więc 26 października – tego samego dnia, kiedy Prymas prowadził rozmowy z wysłannikami Władysława Gomułki, nowego I sekretarza KC PZPR, w sprawie warunków swego powrotu z internowania – bp Baraniak wystąpił z kolejną prośbą o przedłużenie pobytu w Krynicy. 30 października nieoczekiwanie dowiedział się, że po przeszło trzech latach może wreszcie wrócić do Warszawy. Następnego dnia, przez Kraków, wyruszył w kierunku stolicy. Wrócił do siebie, na Miodową 17, w uroczystość Wszystkich Świętych 1 listopada 1956 r.

Nr 2 w Episkopacie Polski

Bp Baraniak pracował w Warszawie jako dyrektor Sekretariatu Prymasa Polski do 1957 r., kiedy został arcybiskupem metropolitą poznańskim. Władze PRL wyraziły zgodę, sądząc, że słabe zdrowie nie pozwoli mu na dłuższe urzędowanie, tymczasem sprawnie przewodził on archidiecezji w Poznaniu przez dwadzieścia lat. Przez dziesięć lat (do nominacji kardynalskiej Karola Wojtyły) był osobą nr 2 w Episkopacie. Brał udział w Soborze Watykańskim II, a w 1966 r. organizował wielkie uroczystości Millennium Chrztu Polski w Poznaniu. SB aż do śmierci arcybiskupa w 1977 r. prowadziła jego rozpracowanie operacyjne.

 Abp Baraniak nigdy nie odzyskał pełni sił. Do końca życia trapiły go dolegliwości żołądka, jelit i nerwów, których nabawił się podczas brutalnego śledztwa w więzieniu na Mokotowie, kiedy jego organizm doprowadzono do skrajnego wyczerpania. Dla poratowania zdrowia często więc – i chętnie – wyjeżdżał w latach 1957-1976 z Poznania do Krynicy. Nic więc dziwnego, że funkcjonariusze SB za wszelką cenę dążyli do tego, by w Domu św. Elżbiety, w którym zawsze się zatrzymywał, umieścić urządzenia techniczne umożliwiające jego pełną inwigilację. W 1961 r. za pomocą tajnego współpracownika „Torano” – bo pod  tym kryptonimem występował teraz „Żagielowski” – próbowano w pokoju nr 10 zainstalować PP (podsłuch pokojowy), a na obiekcie „Erwina” prowadzono „eksploatację PDF” (podgląd dokumentowany fotograficznie/filmowo).      

Proces beatyfikacyjny

Najbliższy współpracownik Prymasa Tysiąclecia był prawdziwym męczennikiem systemu komunistycznego. W dużej mierze to dzięki jego osobistemu męstwu i cierpieniom Kościół w Polsce przetrwał najcięższy okres prześladowań w PRL. Czterdzieści lat po śmierci, w październiku 2017 r., rozpoczął się proces beatyfikacyjny abpa Baraniaka na szczeblu diecezjalnym. Na terenie dawnego więzienia mokotowskiego, w którym powstaje obecnie Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL, poświęcono mu celę w pawilonie 11, gdzie był przez 27 miesięcy więziony. Można się spodziewać, że arcybiskup zostanie patronem tej placówki.

W Krynicy brak dotąd – nawet w Domu św. Elżbiety – jakiegokolwiek upamiętnienia miejsca jego internowania i tak licznych pobytów kuracyjno-wypoczynkowych. Hierarchę wspominają tylko starsi kryniczanie z okolic ul. Pułaskiego.

*

Wykorzystałem dwutomową pracę bpa Marka Jędraszewskiego (obecnie arcybiskupa metropolity krakowskiego) Teczki na Baraniaka. T. I Świadek, T. II Kalendarium działań SB, Poznań 2009, skąd pochodzą zamieszczone w artykule cytaty.


Wszystkie materiały wizualne i audytywne znajdujące się w bibliotece internetowej Stowarzyszenia "Res Carpathica", tak w całości, jak i w odniesieniu do ich części składowych:  tekstów, zdjęć, filmów i nagrań dźwiękowych - zarówno współczesnych, jak i archiwalnych, są objęte i chronione prawami autorskimi, wobec czego jest zabronione wszelkie wykorzystywanie ich na jakichkolwiek nośnikach bez wskazania źródła oraz uzyskania zgody ich autorów i właścicieli zbiorów.

Zapraszamy do wysłuchania audycji, wyemitowanej na falach Polskiego Radia 14 stycznia 2017 roku, zatytułowanej “Naftusia i inne specjały lecznicze w kresowych uzdrowiskach”–  rozmowy z prof. Stanisławem Nicieją, historykiem i autorem książki „Kresowa Atlantyda” (której drugi tom poświęcony jest kresowym uzdrowiskom i letniskom) i Natalią Tarkowską, autorką  książki "Lecznica narodu" (o Kosowie na Pokuciu, słynnym zakładzie przyrodoleczniczym Apolinarego Tarnawskiego) prowadzi redaktor Krzysztof Renik.