Blue Flower

Miło mi powiadomić, że nasza "papierowa" biblioteka powiększyła się o ważną, niezwykle wartościową i interesującą pozycję: NIC NAD..... ORYGINAŁ. Księga dedykowana pamięci Barbary Tondos i Jerzego Tura, wydaną pod redakcją Agnieszki Gronek i Joanny Daranowskiej-Łukaszewskiej przez Stowarzyszenie Historyków Sztuki, Kraków-Rzeszów 2019. Na pracę tę - stanowiąc jej rozdziały - składają się wypowiedzi wielu autorów przedstawiających w ujęciu wieloaspektowym problemy ochrony, opieki i dokumentacji zabytków oraz konserwatorstwa, także zagadnienia krajobrazu kulturowego, wybrane kwestie związane z drewnianym budownictwem cerkiewnym w Polsce, wreszcie te odnoszące się do osobliwości związanych z muzealnictwem w ośrodkach miejskich.
 
Ofiarodawczynią dzieła poświęconego pamięci swych Rodziców jest historyk sztuki Katarzyna Tur-Marciszuk, autorka Słowa wstępnego i jednego z rozdziałów książki, członkini naszego Stowarzyszenia. Kasiu, przyjmij nasze piękne podziękowanie za ten wspaniały dar i wyrazy uznania za Twój wielki wysiłek dla upamiętnienia dzieła życia Twoich Rodziców! Okładka zaprojektowana przez Irka jest doskonałym artystycznie dopełnieniem i jednocześnie drogowskazem do tematyki tej księgi.

Zachęcamy gorąco do zapoznania się z wymienionym wydawnictwem. Egzemplarz ofiarowany naszej bibliotece znajduje się, jak też i inne jej pozycje, pod moją opieką i na każde życzenie zostanie udostępniony zainteresowanej osobie.

Jan Skłodowski
 

Stowarzyszenie “Res Carpathica” jest inicjatorem projektu uczczenia pamięci rzymskokatolickiego proboszcza Nadwórnej, ks. Józefa Smaczniaka, gorliwego kapłana i aktywnego uczestnika konspiracji podczas II wojny światowej, zmarłego w hilterowskim więzieniu w Stanisławowie w 1942 roku. W projekcie m.in. uczestniczy mielecki regionalista Marek Zalotyński, związany rodzinnie z ks. Smaczniakiem. Jego autorstwa jest obszerna publikacja o księdzu pt. "Całe życie uczył miłości Boga i Polski - rzecz o ks. Józefie Smaczniaku", przygotowana w 2011 roku. Całą publikację można przeczytać lub pobrać pod adresem http://www.rescarpathica.pl/extdoc/Artykuly/RzeczOKsSmaczniaku_MarekZalotynski.pdf

Poniżej zamieszczamy krótki fragment publikacji, zawierający opis kazań wielkanocnych księdza Smaczniaka głoszonych dla młodzieży podczas jego posługi w Złoczowie:

Na ambonę wchodzi ksiądz Smaczniak. Mężczyzna wysoki, postawny o sprężystych ruchach. Twarz jasna, nieco owalna z wyrazem zdecydowania i pogody zarazem. Jasne, wysokie czoło i duże oczy nadają postaci wyraz energii i powagi. Kaznodzieja przedstawia przebieg Męki Pańskiej. Z ambony padają słowa jasne, barwne, plastyczne. Każda scena sprzed wieków jest tak obrazowa, tak plastyczna, tak ujmująca, że słuchacze, zwróciwszy wzrok ku ambonie jakby oniemieli. Tylko od czasu do czasu wydobywa się ciche westchnienie lub mignie chusta ocierająca łzę. Im dalej mówca zagłębia się w dzieje Drogi Krzyżowej, tym słowa pełne żaru stają się bardziej

przejmujące, smutne, bolesne. Zmieniają się obrazy, zmieniają się słowa, zmienia się wyraz twarzy i gesty rąk, zmienia się cała postać mówcy. Od czasu do czasu załamują się ręce,

czasem wznoszą się one ku niebu z gestem rozpaczy, a twarz przyjmuje wyraz bólu i skargi. Każda scena sprzed stuleci jest tak przejrzysta, tak barwna i tak realna, iż zdawać by się

mogło, że z ambony padają słowa naocznego świadka, który chce powiedzieć „byłem tam wierzcie mi”. Tak przemawiać mógł jedynie świetny aktor, mistrz, artysta..

 

Zachęcamy do lektury całości publikacji.

 

IV Biesiada Karpacka "Res Carpathica" odbywała się w 2019 roku na Pogórzu Przemyskim. Zwyczajowo w niedzielę uczestnicy biesiad odwiedzają jedną z placówek muzealnych w okolicy. Oczywistym wyborem, z uwagi na zainteresowania znacznej części biesiadników, było Muzeum-Zamek w Łańcucie, a w nim - Składnica Ikon. Poniżej relacja Anny Kamińskiej i Piotra Strzałkowskiego z tego wydarzenia. Fotografie Piotra Strzałkowskiego.


Niedzielne jesienne przedpołudnie. Łańcut. Przed budynkiem z tablicą i napisem w trzech językach „Sztuka Cerkiewna” zbiera się grupa osób. Za chwilę ma się rozpocząć wizyta w Muzeum Ikon łańcuckiego zamku. Zamierzamy je odwiedzić, mając rzadką możliwość oprowadzenia przez kierownika Działu Sztuki Cerkiewnej dr. Jarosława Giemzę. Po chwili oczekiwania wchodzimy do środka.

Najpierw więc o wrażeniu: po minięciu muzealnego przedsionka wchodzimy do wysokiej sali, na której ścianach od dołu do góry wiszą stare ikony. W głębi po bokach zainstalowane są wysokie, unoszone na szynach kraty, na których także umieszczono ikony. W trakcie zwiedzania kilka krat wysunięto tak, aby pokazać poszczególne obiekty. Wokół umieszczono zestawione fragmenty ikonostasów, detale snycerki i obrazy, wiele z nich w taki sposób, aby pokazać także drugą, również zamalowaną stronę. Całość pozwala bezpośrednio obcować ze sztuką tak, jak to się dzieje w najlepszych światowych galeriach.

Zestawione fragmenty ikonostasów

Po chwili dołącza do nas dr Jarosław Giemza, który pozostanie z nami przez około dwie godziny, opowiadając o tym, czym jest ta kolekcja i co reprezentuje z profesjonalnego punktu widzenia.

Najpierw krótki wstęp o pochodzeniu ikon, których legendarna historia bierze początek od świętego Łukasza Ewangelisty. Religijne obrazy portretowe malowano od dawna, ale niewiele tych z pierwszych wieków chrześcijaństwa przetrwało do naszych czasów ze względu na niszczenie ikon w okresie buntu przeciw ich kultowi. Tak więc najstarsze ze znanych datowane są zwykle na VI wiek. Malarstwo ikonowe rozwijało się w Bizancjum i na terenach objętych wpływami wschodniego chrześcijaństwa.

Wnętrze przystosowane do przechowywania ikon

Najstarsze ikony znajdujące się w Polsce pochodzą z XIV i XV wieku. Na ogół przybywały z terenów wschodnich i południowych, dopiero później powstawały miejscowe szkoły malarskie, najprawdopodobniej przy monastyrach. Znanym ośrodkiem malarskim na przełomie XVII i XVIII w. były Rybotycze nad rzeką Wiar, na południe od Przemyśla. Kilka ikon rybotyckiej roboty znajduje się w muzeum łańcuckim i mogliśmy je podziwiać.

         

O carskich wrotach użytych jako element konstrukcyjny i uratowanej ikonie opowiada dr Jarosław Giemza

Bardzo ciekawe są metody konserwatorskie, które prowadzą do niespodziewanych odkryć, a których przykłady pokazał nam dr Jarosław Giemza. Stare zniszczone ikony czasem przemalowywano i zdarza się, że zdejmując kolejne warstwy można ujawnić dwa, a nawet trzy wcześniej malowane obrazy. Nie zawsze należy żałować tych zamalowanych – nowsze mają niekiedy większą wartość artystyczną. Czasem drewno starszych ikon służyło jako materiał pod kolejne obrazy, więc takie deski można odkryć niespodziewanie w innych obiektach. Określenie wieku ikon jest trudne, ponieważ anonimowi twórcy nie datowali swych dzieł. Czas powstania można szacować na podstawie analizy użytych materiałów. Najdokładniejsza jest tu metoda dendrochronologiczna, choć nie w każdym przypadku jest możliwa do zastosowania.

   

Starotestamentowy kapłan Melchizedek; Matka Boża Eleusa (Umilenie)

Można dalej słuchać opowieści. Można przyjrzeć się obrazom i mozolnie odczytywać teksty pisane cyrylicą. Są tu Matki Boże Hodegetrie i Umilenia, Chrystus Pantokrator, Mandyliony, sceny Ukrzyżowania, święci. Tu święty Jerzy, tam Archanioł Michał, św. Dymitr czy św. Mikołaj.

Łańcuckie muzeum posiada największy zbiór ikon w Polsce, a może nawet w tym rejonie Europy (duże zbiory można obejrzeć również w Sanoku, Przemyślu, Krakowie i Lwowie). Większość ikon trafiła tu ze zrujnowanych cerkwi, niektóre zostały zakupione lub pochodzą z darów, a także konfiskat urzędów celnych. Zdarza się, że obiekty te wracają tam, gdzie ich właściwe miejsce – mówi Jarosław Giemza – do wyremontowanych cerkwi czy kościołów. Muzeum jest dla nich tylko tymczasowym miejscem pobytu, w którym prowadzi się jednocześnie prace badawcze i konserwatorskie. Zgromadzone są tu także krzyże cerkiewne i nagrobne, stare księgi oraz inne pamiątki kultury związanej ze wschodnimi obrządkami chrześcijaństwa.

  

Matki Boże Hodegetrie ocalone od zniszczenia

Dr Jarosław Giemza jest autorem wielu publikacji i albumu przedstawiającego obiekty Muzeum Ikon. Próżno jednak tych wydawnictw szukać w muzeum – w miejscowym sklepiku machają tylko ręką, nakłady są wyczerpane.

Wizyta w Łańcucie ma także wymiar osobistego doświadczenia. Warto choćby przez chwilę pozostać sam na sam z ikoną czy starą kościelną chorągwią z XVI wieku. Z pewnością warto tam pojechać.

   

Chorągiew procesyjna ze św. Jerzym; XVI-wieczne księgi liturgiczne


Tekst: Anna Kamińska i Piotr Strzałkowski. Fotografie: Piotr Strzałkowski.

Wszystkie materiały wizualne i audytywne znajdujące się w bibliotece internetowej Stowarzyszenia "Res Carpathica", tak w całości, jak i w odniesieniu do ich części składowych:  tekstów, zdjęć, filmów i nagrań dźwiękowych - zarówno współczesnych, jak i archiwalnych, są objęte i chronione prawami autorskimi, wobec czego jest zabronione wszelkie wykorzystywanie ich na jakichkolwiek nośnikach bez wskazania źródła oraz uzyskania zgody ich autorów i właścicieli zbiorów. 

W dniach 15-17 listopada 2019 odbyła się IV Biesiada Karpacka. Co roku odwiedzamy inny kawałek Karpat. Tym razem wybraliśmy Pogórze Przemyskie. Wrażenia z Biesiady okraszone fotografiami przedstawia Piotr Strzałkowski


W Słonnem, szerokim łukiem, wśród kolorowych od jesiennych liści wzgórz, przepływa spokojnie San. Naprzeciw wsi po południowej stronie rzeki, znajduje się ośrodek „Zielona Polana”. 15 listopada zjechało do niego z różnych stron ponad pięćdziesiąt osób, członków i sympatyków stowarzyszenia „Res Carpathica” na kolejną czwartą, organizowaną przez stowarzyszenie trzydniową „Biesiadę”. Biesiada to coś w rodzaju uczty, której towarzyszą śpiewy i hulanki. Tym razem różnorodny program nie zapewniał szaleństw tego rodzaju, i z żalem należy stwierdzić, że żadne pieśni nie zabrzmiały wśród okolicznych wzgórz. Uczestnicy spotkania mieli za to okazję wysłuchać kilku interesujących wystąpień, obejrzeć film i wystawę grafik naszego przyjaciela Janka Szarana, oraz objechać okoliczne tereny i odwiedzić miejsca wybrane przez jednego z nas: znawcę tego regionu i autora książek Stanisława „Stasinka” Krycińskiego.

San w okolicach Słonnego

Wystąpienia dotyczyły szeroko rozumianych spraw karpackich, głównego tematu zainteresowań całej grupy. Najpierw więc obejrzeliśmy fabularyzowany film o odkrywcy nowych procesów destylacji ropy i wynalazcy lampy naftowej - Ignacym Łukasiewiczu. Obraz był wyprodukowany niskim kosztem przez (obecnego na spotkaniu) Bogdana Miszczaka z TV Obiektyw z Krosna, a kanwą opowieści był jedyny wywiad, jakiego Łukasiewicz udzielił pismom galicyjskim. Wraz z dziennikarzem przybyłym z Krakowa oglądamy metody pracy i zagłębiamy się w szczegóły życia wynalazcy. Widzimy także idealizm i naiwność Łukasiewicza oraz jego wspólników – nie dokumentowali umów, a technologie przekazali bezpłatnie do Ameryki. Nie tak się robi interesy i nie najlepiej skutkowało to potem sytuacją ich rodzin: żona Łukasiewicza zmarła w przytułku. Okazuje się, że wiele osób nic nie wie o tym wynalazcy. My, nieco starsi, uczyliśmy się o nim w szkole, teraz widać nie ma na to miejsca. Film nie był wyemitowany przez telewizję, a inne instytucje także nie wyraziły zainteresowania. Nie sprzyja to dalszemu upowszechnieniu wiedzy o polskim wkładzie w rozwój przemysłu naftowego.

Kolejna prezentacja okazała się bardzo dobrze trafiona: Krzysztof Zieliński z Rzeszowa przedstawił wydobywanie z niepamięci dawnych tradycyjnych potraw z tego terenu oraz wysiłek skierowany w ich upowszechnienie. Ze swadą i barwnie opowiedział nam o proziakach - tutejszych plackach, które są tanie i łatwe w przygotowaniu, mają wiele odmian, można je podawać na kilka sposobów. Proziaki weszły do ofert wielu barów, a także najbardziej znanych restauracji w regionie, jako dodatki lub dania właściwe. Jeszcze tego samego wieczora kilka osób zamówiło je w kuchni naszego ośrodka. Po prezentacji można było także kupić przetwory z owoców derenia.

Na zdjęciu Witold Grzesik, organizator IV Biesiady Stowarzyszenia "Res Carpathica"

W czasie „Biesiady” miały miejsce jeszcze trzy inne wystąpienia. Drugiego dnia obejrzeliśmy zdjęcia ze starych pocztówek uzdrowisk galicyjskich, takich jak Brzuchowice, Szkło, Horyniec czy Niemirów. To kontynuacja tematyki z naszych innych spotkań; tym razem o uzdrowiskach opowiadał Tomasz Róg, od tego roku dyrektor Muzeum Kresów w Lubaczowie. Przy okazji można było też zobaczyć stare plakaty reklamujące te miejsca: najpiękniejszy pokazywał kobiecą sylwetkę szybującą lekko nad uzdrowiskowym pejzażem. Kolejne wystąpienie pozwoliło nam odczuć niemal fizyczną bliskość mieszkańców Nowego Sołońca – polskiej wsi w Bukowinie w Rumunii. Iwona Piętak z Polskiego Radia Rzeszów pokazała nam ich zdjęcia, a jednocześnie usłyszeliśmy ich nagrane głosy: jak się wyrażają, jak mówią o swej polskości. Choć opowieści brzmiały bardzo pozytywnie, mimo zapewnień wydaje się, że środowisko dotykają zjawiska podobne do tych mających miejsce w innych społecznościach: młodzi wyjeżdżają w świat za pracą, studiami, lepszymi warunkami życia i nie wszyscy wracają; coraz też częściej poprzez małżeństwa odchodzą od tradycji. Ponieważ kilka obecnych na sali osób odwiedziło te tereny, nastąpiła ciekawa wymiana opinii na ten temat. Wreszcie ostatnia prezentacja z drugiego dnia dotyczyła związanej z Bieszczadami postaci Kazimierza Doskoczyńskiego, PRL-owskiego zarządcy ośrodków rządowych, osoby obecnie mało znanej. Andrzej Kaczorowski, członek naszego stowarzyszenia, który miał okazję osobiście uczestniczyć w wydarzeniach z udziałem Doskoczyńskiego w okresie „Solidarności”, a później poznać dokumenty na jego temat, przedstawił nam szczegółowo jego sylwetkę.

Cerkiew w Lipie

Jednakże głównym wydarzeniem i osią całej naszej eskapady w te okolice była wycieczka autokarowa z odwiedzinami w Pawłokomie, Dąbrówce Starzeńskiej, Uluczu, Lipie, Kotowie i Piątkowej. W pamięci pozostały piękne cerkiewki, a także świadectwa obecności na tych terenach ludności ruskiej i ukraińskiej oraz wydarzeń związanych z losami tutejszych mieszkańców. To temat bardzo delikatny i nie jest łatwo dziś opowiedzieć te historie, nie narażając się na krytykę którejś ze stron. Są przecież co najmniej trzy narracje o tym, co się tutaj (a także w innych miejscach) działo: polska, ukraińska i żydowska. Każda z nich zajmuje się głównie losami swojej społeczności, próbując forsować własny punkt widzenia. Stanisław Kryciński ma wrażliwość, zrozumienie i umiejętność łączenia tych historii, ale i wśród nas jego opowieści wywołały emocjonalne dyskusje. Stało się tak szczególnie po Pawłokomie, w której pochowanych jest 366 ukraińskich mieszkańców wsi zabitych przez poakowskie podziemie. Inną dyskutowaną sprawą był przyszły los remontowanych cerkiewek. Jak je utrzymać, gdy – piękne – będą już stać, czasem osamotnione w środku lasu, czy na polnym wzgórzu.

Pozostałości zamku w Dąbrówce Starzeńskiej

 

Cerkiew w Kotowie

Trochę niespodziewanie jedną z największych atrakcji „Biesiady” okazała się wizyta w Muzeum Ikon w Łańcucie. Niesamowite wrażenie ma się już przy wejściu, gdy widzi się wysokie ściany obwieszone w kilku rzędach przepięknymi starymi obrazami. Do tego jeszcze niezwykle ciekawe objaśnienia kierownika Działu Sztuki Cerkiewnej łańcuckiego muzeum, doktora Jarosława Giemzy, który specjalnie dla nas poświęcił kilka godzin. Opowiadał o tym skąd wzięły się ikony, gdzie je malowano, o metodach ich konserwacji i co można odkryć w trakcie jej prac: materiał drewniany ze starych obrazów wykorzystywano do tworzenia nowych ikon, na deskach często znajduje się kilka warstw malowideł z różnych okresów, które obecnie można odtworzyć. Pokazywano nam również ikony malowane dwustronnie.

Spotkanie z dr. Jarosławem Giemzą w łańcuckiej Składnicy Ikon

No cóż, hulanek na tej biesiadzie nie było. Były jednak i wieczorne rozmowy przy piwie, wspólne wycieczki i dyskusje. Choć to tylko trzy dni, spędziliśmy je niezwykle intensywnie. Wśród nas jest wielu pasjonatów mających głęboką wiedzę o Karpatach i innych dziedzinach. Poznaliśmy też ten zakątek kraju, do którego zapewne wielu z nas wróci, by znów zobaczyć kolorowe wzgórza i szeroko płynący San.


Tekst i fotografie: Piotr StrzałkowskiPoglądy przedstawione w tekście prezentują stanowisko autora.

Wszystkie materiały wizualne i audytywne znajdujące się w bibliotece internetowej Stowarzyszenia "Res Carpathica", tak w całości, jak i w odniesieniu do ich części składowych:  tekstów, zdjęć, filmów i nagrań dźwiękowych - zarówno współczesnych, jak i archiwalnych, są objęte i chronione prawami autorskimi, wobec czego jest zabronione wszelkie wykorzystywanie ich na jakichkolwiek nośnikach bez wskazania źródła oraz uzyskania zgody ich autorów i właścicieli zbiorów. 

 

Karpackie historie miewają różne wymiary. Od istotnych wydarzeń po bardzo drobne epizody. Jedne i drugie są ważne. Jedne i drugie utrwalają dzieje regionu. Dziś osobista opowieść Witolda Grzesika o jednym nagrobku i jednym cmentarzu w nieistniejącej dziś wsi Szklary we wschodnim Beskidzie Niskim. I kolejny dowód, że każda historia może mieć dalszy ciąg, jeżeli tylko sięgnąć głębiej do archiwalnych dokumentów...


W lipcu 1983 roku, posiłkując się bladą odbitką przedwojennej mapy Wojskowego Instytutu Geograficznego penetrowałem po raz pierwszy teren dawnej wsi Szklary niedaleko Jaślisk na wschodniej Łemkowszczyźnie. Chociaż opuszczona wiejska dolina była latem niemiłosiernie zarośnięta, udało się zlokalizować miejsce po cerkwi i sąsiadujący z nim cmentarz. Na cmentarzu znalazłem opartą o jeden z pozostałych nagrobków tabliczkę o treści:

KAZIMIERA STANISŁAWA WĘGROWSKA
NAUCZYCIELKA TUTEJSZEJ SZKOŁY LUDOWEJ
ZMARŁA PO DŁUGIEJ CIĘŻKIEJ SŁABOŚCI
W 19 WIOŚNIE ŻYCIA NA DNIU 28 LISTOPADA
1 8 9 3 .
SPOKÓJ I CZEŚĆ DROGIM JEJ POPIOŁOM

Nic więcej o Kazimierze nie wiedziałem, nie wiem zresztą do dziś. To temat na odrębne poszukiwanie w coraz szerzej dostępnych materiałach, odnajdywanych w najprzeróżniejszych archiwach i muzeach.

Tablica nagrobna Kazimiery Stanisławy Węgrowskiej. Szklary, lipiec 1983

W kolejnych dekadach odwiedzałem cmentarz kilkakrotnie podczas pobytów w nieodległych Polanach Surowicznych. Z Polan prowadziła do Szklar piękna droga, z pewnością użytkowana przez mieszkańców przed wysiedleniem w latach czterdziestych XX wieku. Szło się wpierw przez górną część wsi, bezpowrotnie utraconą dziesięć lat temu podczas budowy drogi leśnej do Puław. Należało potem dawną drogą, umiejętnie mijającą wykroty i stromizny, wejść na wypłaszczenie zwane Kamfiniarką, z niego na regularnym leśnym skrzyżowaniu skierować się na północ w kierunku góry Jawornik. Przez łącznikowy grzbiet wychodziło się z lasu wprost na skraj polany nieomal na szczycie Bani Szklarskiej. Z Bani wystarczyło tylko zejść do Szklar. Łatwo powiedzieć „tylko”, zawsze trochę trzeba było pobłądzić, aby znaleźć cmentarz. Znam co najmniej kilka osób, którym ta sztuka się nie udała.

Któregoś roku – zapewne było to we wczesnych latach dziewięćdziesiątych – zastałem cmentarz zupełnie zdewastowany. Przez jego środek prowadziły wśród nagrobków głębokie ślady wyżłobione przez PGR-owskie traktory ze współczesnej wsi Szklary, położonej powyżej potoku, przy drodze do Rymanowa. Tabliczki nagrobnej Kazimiery Węgrowskiej nie znalazłem i nie miałem specjalnej nadziei na jej odszukanie już kiedykolwiek. Zapewne – tak myślałem – została wtłoczona w glebę przez koła pojazdów albo oddana na złom.

Parę lat później, już nie pamiętam, skąd i jak, dowiedziałem się o tym, że tabliczka znajduje się w Muzeum Łemkowskim w Zyndranowej. Przy pierwszej okazji poprosiłem jego opiekunkę panią Marię Gocz o pokazanie eksponatu. Mówiąc „co Wy z tą tabliczką, już któraś kolejna osoba o to pyta” weszła do któregoś z budynków muzeum i wróciła z tabliczką w ręku. 

--------------- o ---------------

Kilka lat temu w internecie zaczęły pojawiać się zdigitalizowane materiały – gazety, protokoły, wykazy kościelne i urzędowe. Dzięki wielu programom finansującym publiczne udostępnianie źródeł historycznych nie trzeba już po każdą informację udawać się do biblioteki lub archiwum. Wystarczy czasem chwila cierpliwości i dociekliwości, aby przepastne zasoby cyfrowych bibliotek stały się dla nas dostępne.

Postanowiłem sprawdzić, czego możemy się dowiedzieć o Kazimierze Węgrowskiej z oficjalnego schematyzmu Galicji. Co roku bowiem c.k. administracja wydawała pełną informację o wszystkich urzędach i instytucjach w państwie. Sięgnąłem do opasłego (czy można tak wciąż mówić o zdigitalizowanych dokumentach?) Szematyzmu Królestwa Galicyi i Lodomeryi z Wielkiem Księstwem Krakowskiem na rok 1894, liczącego prawie tysiąc stron.

W księdze jest między innymi rozdział „Szkoły ludowe pospolite”, podane są w nim wszystkie placówki szkolne i nazwiska nauczycieli. W opisie powiatu sanockiego pod pozycją „Szklary” jest odpowiedni zapis ("tymcz." oznacza posadę tymczasową):

Dlaczego o naszej bohaterce jest mowa w tomie wydanym na rok 1894, skoro zmarła w roku poprzednim? Szematyzmy były przygotowane tak, aby było możliwe rozesłanie ich do wszystkich urzędów na sam początek roku kalendarzowego. Skład wykonywano w roku poprzedzającym na podstawie uprzednio zbieranych informacji z całego państwa. Cały proces gromadzenia informacji i druku trwał kilka miesięcy. Można więc domniemywać, że nie było szans na korektę danych w już szykowanym do druku tomie, jeżeli zgon urzędnika nastąpił późną jesienią. 

Kazimiera w chwili śmierci, jak podaje napis na tablicy nagrobnej, miała raptem 19 wiosen. Czy to był jej pierwszy rok nauczania? Warto sprawdzić. Sięgnąłem do tomu wydawanego na rok 1893. W Szklarach posada nauczyciela była opróżniona, ale parę wierszy wyżej można znaleźć wpis, że Węgrowska była wówczas nauczycielką na posadzie prowizorycznej w… Polanach Surowicznych!

Jeżeli Czytelnik pamięta, w Polanach Surowicznych jest też grób lekarza, ratującego chorych podczas epidemii cholery w 1873 roku, w bibliotece wirtualnej Stowarzyszenia Res Carpathica jest o tym również artykuł. Obie wsie są od siebie nieodległe. Lekarz i nauczycielka. Porównanie do postaci doktora Judyma i Siłaczki, które może nieco pompatycznie, ale jednak się narzucało, w świetle ostatniego odkrycia jeszcze bardziej jest uzasadnione. Ile jeszcze takich historii poznamy?

A swoją drogą ciekawe, czy Kazimiera Węgrowska przeprowadzała się z Polan Surowicznych do Szklar opisaną wcześniej drogą…

--------------- o ---------------

Jeżeli ktoś zapragnąłby odwiedzić szklarski cmentarz, polecam odnaleźć, około 200 metrów powyżej wyjścia na szosę w Szklarach tzw. traktu węgierskiego, wylot dawnej zakładowej pegeerowskiej drogi; łatwo to miejsce poznać, na rogu stoi niewielki murowany budynek służący kiedyś do obsługi wagi wozowej. Drogą tą trzeba zejść do potoku i dalej iść w górę strumienia, w naturalnym miejscu przejść na jego drugą stronę. Po dalszych 200 metrach dojdziemy do cerkwiska, za którym jest cmentarz. Na wypadek kłopotów służę współrzędnymi GPS: N49º28.4174’ E021º48.7670’. Można też, bardzo naokoło, dojść do cmentarza szlakiem wyznaczonym ostatnio przez gminę Jaśliska, albo od osady Szklary, albo od przełęczy Szklarskiej. W obu przypadkach nadkładamy drogi wielokrotnie.

Na cerkwisku, miejscu po cerkwi pw. św. Mikołaja, stoi do dziś kamienna chrzcielnica oraz nagrobek miejscowego parocha (proboszcza) Iwana Harajewicza (1781-1848); to jeden z najstarszych obiektów na greckokatolickich cmentarzach na Łemkowszczyźnie. Siedziba parafii była wówczas w nieodległej Daliowej, zapewne jednak proboszcz mieszkał w Szklarach i tu wdzięczne żona i dzieci – jak wynika z inskrypcji – ufundowały mu pomnik. Co ciekawe i nietypowe w tych stronach, napisy na nagrobku umieszczono na trzech jego bokach w języku ruskim, polskim i po łacinie.

Nagrobek parocha Daliowej Iwana Harajewicza. Szklary, kwiecień 2019

 


W artykule wykorzystano zasoby cyfrowe Małopolskiego Towarzystwa Geologicznego, http://mtg-malopolska.org.pl. Zdjęcia autora artykułu.

Wszystkie materiały wizualne i audytywne znajdujące się w bibliotece internetowej Stowarzyszenia "Res Carpathica", tak w całości, jak i w odniesieniu do ich części składowych:  tekstów, zdjęć, filmów i nagrań dźwiękowych - zarówno współczesnych, jak i archiwalnych, są objęte i chronione prawami autorskimi, wobec czego jest zabronione wszelkie wykorzystywanie ich na jakichkolwiek nośnikach bez wskazania źródła oraz uzyskania zgody ich autorów i właścicieli zbiorów.

Aktualizowano 17.06.2020